Tak więc z pomocą Marcina zbudowaliśmy rower. Teraz przyszedł czas na jazdę próbną. Trasa nie powinna być zbyt trudna ,ale jednak na tyle wymagająca bym mógł sprawdzić jak ja i rower radzimy sobie razem. Wybrana przez nas trasa to ok. 500-kilometrowy trójkąt prowadzący z Dębicy do Tatrzańskiego Parku Narodowego, następnie do Krakowa, aby naprawić jedną z moich sakw, a potem z powrotem do Dębicy. Po spakowaniu sprzętu oraz znalezieniu miejsca na rowerze na duży plecak i buty górskie które pożyczył mi Marcin, byłem w drodze.
Droga w góry była dla mnie trudna. Obejmowało wiele odcinków długich, wysokich i stromych podjazdów Czasami nawet do 20 stopni nachylenia! Nie jestem wprawiony w takim terenie i to była wielka walka z ciężkim rowerem. Górzysty teren oznaczał również, że po każdej wspinaczce następuje zjazd, a po tym .. można się domyślić: kolejna wspinaczka. Tak było przez dwa dni .Ostatniego dnia przed samymi górami wspiąłem się na parking „Łysa Polana” –to punkt graniczny między Polską a Słowacją, na wysokości około 1000 metrów. A więc dojechałem. Rower ZDAŁ EGZAMIN!!!. Od Marcina dużo słyszałem o polskich górach, jego przygodach wspinaczkowych oraz pięknie tamtejszej przyrody. Zachęcony opowiadaniami postanowiłem się o tym przekonać. Teraz przyszedł ten czas. Zostawiłem rower u lokalnych mieszkańców, którzy zgodzili się zatrzymać go dla mnie, aż skończę wędrówkę ( Sebastian dziękuję!!!) Włożyłem wszystkie potrzebne rzeczy do plecaka, zmieniłem buty rowerowe SPD na buty górski i zacząłem wspinać się do pierwszego górskiego schroniska nad jeziorem „Morskie Oko”.

Ponieważ miałem cały dzień na rowerze za sobą, zacząłem wchodzić trochę przed zachodem słońca .Trasę pokonywałem przy świetle czołówki. Po około godzinie marszu zatrzymałem się aby coś zjeść i włożyłem cieplejszą bluzę. Kiedy jadłem, zobaczyłem za sobą światło poruszające się w tempie chodzenia.
„Kto przychodzi o tej godzinie oprócz mnie?” Pomyślałem sobie i postanowiłem, że poczekam żeby zobaczyć kto to jest.
Po kilku minutach pojawił się turysta w moim wieku- był to Kristian. Krystian jest z Warszawy i przyjechał późnym autobusem. Poszliśmy więc razem do schroniska. Po drodze odbyliśmy miłą rozmowę, w której stwierdziliśmy, że oboje mamy plan na wspinanie się na Rysy – najwyższy szczyt Polski. Postanowiliśmy wyruszyć na szlak w godzinach porannych. Cieszyłem się że dla odmiany po całych dniach samotnych na rowerze będę miał towarzystwo na szlaku. Po późnej kolacji poszedłem do łóżka. Byłem wyczerpany po całym dniu jazdy ale i bardzo podekscytowany jutrzejszym dniem. Zasnąłem od razu


